Wydanie nr: 2 (187) MARZEC 2020
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Sędziowie...

Dawno nie mówiło się o sędziach tyle co teraz. Dla jednych to kasta, dla drugich – ostatni bastion demokracji w Polsce. Sto razy już powtarzałem, że nawet najlepiej funkcjonujący wymiar sprawiedliwości z natury rzeczy produkuje każdego roku ponad milion niezadowolonych. W sprawach cywilnych i gospodarczych, gdzie z definicji połowa musi przegrać (by druga połowa mogła wygrać), wszyscy ci, którzy przegrali, są z reguły niezadowoleni z sądu. W sprawach karnych jeszcze gorzej – niezadowoleni są wszyscy skazani. Uważają, że zostali skazani albo niewinnie, albo za surowo. Podobnie sądzą ich najbliżsi. Pokrzywdzeni też na ogół są niezadowoleni, bo ich zdaniem wyroki skazujące były za łagodne. Tym niezadowoleniem można dowolnie administrować. To jest łatwe. Ale wykorzystywanie tego niezadowolenia, potęgowanie go, co z upodobaniem robią od lat Ministerstwo Sprawiedliwości, politycy PiS i cała machina propagandowa publicznych mediów, jest niszczeniem nie tylko wymiaru sprawiedliwości, ale także autorytetu państwa, obniżaniem i tak niskiej kultury prawnej społeczeństwa.

Od kilkudziesięciu lat z różnych pozycji obserwuję funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Jako naukowiec, jako biegły, jako adwokat, a nawet przez pewien czas IV RP jako podsądny.

Wymiar sprawiedliwości w Polsce oceniałem zawsze krytycznie i uważałem, że wymaga on naprawy. Podstawowym jego problemem jest nie powszechnie podnoszona przewlekłość postępowań, ale niska jakość wymierzanej sprawiedliwości. Sędziom generalnie brakuje wiedzy z nauk sądowych, często nie potrafią zrozumieć ani krytycznie ocenić opinii biegłych. Dla niektórych każda opinia biegłego, nawet brednia, byle sformułowana językiem pseudonaukowym (szczególnie nisko kłaniam się biegłym psychologom), jest świętością niepodlegającą dyskusji. Ale przede wszystkim sędziom brakuje doświadczenia życiowego. U nas sędzią z zasady zostaje się po studiach i odbytej zaraz po nich aplikacji. Młodzi ludzie, zanim zdążą poznać życie, na ogół wcześniej upewniają się o swojej nieomylności, którą błędnie wyprowadzają z niezawisłości. Poza tym sędziowie czytają niewiele literatury fachowej. Być może nie mają na to czasu, ale faktem jest, że na ogół nie czytają. Piszę tu o statystycznym sędzi. Zdarzają się wśród nich ludzie wybitni, którzy imponują wiedzą, doświadczeniem, kulturą. Ale, niestety, to wyjątki.

To, co PiS nazywa reformą, a wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourová „reformą dokonywaną za pomocą łomu”, nie likwiduje żadnej z wad wymiaru sprawiedliwości. Ta pseudoreforma uderza w niezawisłość sędziów i niezależność sądów. Jak PiS ją dokończy, będziemy mieli tak samo słabych fachowo sędziów i tak samo źle zorganizowane sądy, a w dodatku będziemy mieli sędziów dyspozycyjnych, zależnych od władz politycznych, a kierować będą nimi rozmaite kreatury, awansowane w ostatnim okresie na prezesów sądów. Jedyna pociecha, że kiedyś, kiedy PiS wreszcie straci władzę, jego liderzy będą oskarżani przez dyspozycyjnych – tym razem wobec nowej władzy – prokuratorów i sądzeni przez oglądających się na nową władzę sędziów. Prędzej czy później to się stanie. Może nawet później niż prędzej, ale przecież kiedyś nastąpi! Nastąpi, bo nastąpić musi.

Środowisko sędziowskie niby broni solidarnie swojej niezawisłości i niezależności sądów, a więc fundamentów demokracji i państwa prawa. Heroicznie zachowują się liderzy stowarzyszeń sędziowskich Iustitia czy Themis. Solidarnie i dzielnie wspiera ich środowisko adwokackie (brawo Naczelna Rada Adwokacka!), a nawet prokuratorskie zrzeszone w Lex super omnia. Ale jak zachowuje się ogół sędziów? Prywatnie wszyscy (no, niemal wszyscy) są solidarni, krytykują pseudoreformę. Ale jak orzekają? Na wszelki wypadek, żeby nie podpaść ministrowi i rządowym mediom, orzekają kary surowsze niż dotychczas. Wystarczy wziąć do ręki urzędowe statystyki. Za zabójstwo w Polsce grozi kara od 8 do 15 lat pozbawienia wolności, 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. Do niedawna sądy orzekały za zabójstwo kary między 12 a 15 lat pozbawienia wolności, wyjątkowo karę 25 lat pozbawienia wolności, a w mniej niż 3% spraw karę dożywocia. Dziś za zabójstwo zapadają niemal wyłącznie kary 25 lat pozbawienia wolności lub dożywotniego pozbawienia wolności. Sędziowie boją się, że jeśli orzekną karę zdaniem ministra zbyt łagodną, zbeszta ich na kolejnej konferencji prasowej lub naśle na nich rzecznika dyscyplinarnego. Z tych samych względów boją się dziś uniewinnić, uchylić areszt, złagodzić środki zapobiegawcze. Za parę lat za pomocą statystyki kryminalnej obiektywnie zmierzymy nieugiętość sędziowskich postaw.

Mnie to nie dziwi. Żyję już dostatecznie długo, dostatecznie długo zajmuję się prawem i naukami społecznymi, by wiedzieć, że postawy ludzi, postawy poszczególnych grup społecznych i zawodowych, w tym sędziów, rozkładają się zawsze według krzywej Gaussa. Tyle samo jest herosów, ile kanalii. Jedni i drudzy stanowią marginesy. Większość (kilkadziesiąt procent!) znajduje się pośrodku. Chce spokojnie przeżyć. Stara się nie podpaść żadnej ze stron, lawiruje; jak nie musi zrobić świństwa, to nie zrobi, chyba że ze strachu albo na polecenie. W dodatku zawsze to sobie jakoś zracjonalizuje. Ten jest Konradem Wallenrodem, tamten wybrał mniejsze zło, ów przyjął stanowisko, aby nie objął go ktoś gorszy.

Bardzo mnie jednak interesuje, z naukowego punktu widzenia, wyobraźnia takich sędziów Schabów, Radzików, Nawackich, tych zasiadających w pseudo-Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, w neo-KRS albo w pseudo-Trybunale Konstytucyjnym. Na razie są pieszczochami PiS. Ale jak wyobrażają sobie swoje życie i kariery, gdy PiS kiedyś straci władzę? Czy nie boją się ostracyzmu środowisk, do których będą musieli wrócić, tych, których opinie mają dziś w pogardzie? Czy na pewno są przekonani, że PiS będzie rządziło do końca świata? Optymiści. W sumie to mi ich nawet żal. (Źródło: Tygodnik Przegląd)

Jan Widacki




 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem